Dentyści czarną owcą czy kozłem ofiarnym walki z pandemią koronawirusa?

wpis w: Pozostałe | 0

To oczywiste, że walka strażaka z pożarem jest całkiem czymś innym niż pilnowanie ognia na grillu. Dlaczego zatem tak wielu pacjentów porównuje skalę zagrożenia koronawirusem, występującą podczas leczenia zębów, z kilkuminutową wizytą w sklepie spożywczym?

Rozżaleni pacjenci często pytają dlaczego na poczet pandemii dentyści obciążają ich dodatkowymi kwotami. I tu padają liczby sięgające nawet 350 zł, tymczasem w sklepie nikt nie żąda ani złotówki za przywilej zrobienia zakupów

W mniemaniu oskubywanych pacjentów, którzy pod presją dojmującego bólu zęba – godzą się z korporacyjnym dyktatem, dodatkowy koszt na ochronę przed koronawirusem w gabinecie stomatologicznym tak naprawdę niewiele się różni od nakładów właściciela sklepu. Tego, który do dyspozycji klienta wystawia butelkę płynu do dezynfekcji i plik rękawiczek, najczęściej bezkosztowo pozyskiwanych ze stacji benzynowych (stąd ich chroniczny brak przy dystrybutorach).

Taki zestaw wystarcza na długo, bo płyn do dezynfekcji i rękawiczki coraz częściej są przez klientów ignorowane. Tak samo zresztą jak przez sprzedawców wymóg noszenia maseczek higienicznych.

Oficjalne stanowiska tylko potwierdzają problem

Pacjenci, rozżaleni tzw. opłatami covidowymi u dentysty, ślą skargi do: UOKiK, Rzecznika Praw Pacjenta, do okręgowych rzeczników odpowiedzialności zawodowej lekarzy i lekarzy dentystów, ale najczęściej do mediów. Te zresztą skwapliwie wyczuły, że żale pacjentów są dość nośnym tematem i nastawiały uszy na skargi. Kilka stacji telewizyjnych, w tym TVN zgłosiło się do infoDENT24.pl z prośbą o udostępnianie relacji pacjentów, którzy doświadczają oskubywania przez dentystów.

Sprawą zajął się oficjalnie UOKiK, który przeprowadził biały wywiad. Wynika z niego to o czym donosili pacjenci, a mianowicie, że wysokość pobieranych opłat covidowych waha się od 10 zł do 350 zł. Liczby – te bliższe maksymalnych – z reguły występują u dentystów.

– Apeluję do wszystkich, w szczególności do prywatnych gabinetów medycznych, o uczciwość i rzetelne informowanie o cenach i opłatach przed realizacją usług- z taką odezwą wystąpił do medyków Tomasz Chróstny, prezes UOKiK. Pacjentom zaś sugerował: bądźmy ostrożni i porównujmy oferty pomiędzy placówkami medycznymi.

– Pod pretekstem wystąpienia dodatkowych kosztów niektórzy przedsiębiorcy realizują dodatkowe wynagrodzenie, weryfikujmy zatem całkowitą cenę usługi jeszcze przed jej rozpoczęciem lub podpisaniem umowy – namawiał prezes UOKiK.

W ocenie UOKiK ponad 30 proc. skontrolowanych placówek medycznych stosowało opłaty covidowe w celu spełnienia wymogów sanitarnych podczas świadczenia usług. Urząd przypomina, że przedsiębiorca powinien podać całkowity koszt usługi przed jej wykonaniem, a jeśli pobiera dodatkowe opłaty, musi o tym jasno poinformować przed zawarciem umowy np. z pacjentem. Niedopuszczalne są sytuacje, w których o dodatkowych kosztach pacjenci informowani są po zabiegu.

Z kolei Rzecznik Praw Pacjenta instruuje leczących się, że powinni dochodzić swoich praw związanych z pobytem w gabinecie stomatologicznym „na NFZ”. – Pobieranie przez gabinet stomatologiczny dodatkowej opłaty za dezynfekcję czy środki ochrony używane przez personel podczas leczenia nie ma żadnych podstaw prawnych. Obowiązek zachowania bezpieczeństwa sanitarnego spoczywa na placówce medycznej – uświadamia RPP. Podobne stanowiska płyną z oddziałów wojewódzkich NFZ.

Wydatki, o których się nie mówi

Dodatkowe opłaty nie mogą być prawnie kwestionowane, o ile doliczane są do leczenia stomatologicznego opłacanego przez pacjenta z własnej kieszeni. Na ile ta kieszeń refinansuje rzeczywiste podwyższone nakłady na zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom, a w jakiej części jest wykorzystywana do podwyższenia stopy zysku?

Tego nie sposób precyzyjnie policzyć. Można podać wiele składowych. Część z nich dla pacjentów nie jest oczywista. Tymczasem prawnicy już skwapliwie informują świadczeniodawców, że dotychczasowa polisa OC w dobie koronawirusa nie wystarczy, bo prawdopodobieństwo wystąpienia roszczeń ze strony pacjentów gwałtownie wzrośnie.

Nie jest to tylko czcze straszenie, gdyż udowodnienie tego, że do transmisji zakażenia doszło w gabinecie stomatologicznym wcale nie jest takie trudne na przekór zapewnieniom, iż dzisiaj koronawirusem można się zarazić praktycznie wszędzie. Nie wszędzie jednak możliwa jest tak dokładna analiza zależności: przyczyna – skutek. Pacjenci, w odróżnieniu od klientów sklepów, zawsze mają dowód gdzie i w jakim czasie leczyli zęby, łatwo wówczas wykryć ewentualną koincydencję miejsca i czasu.

Pierwsze ustalenia w dochodzeniu do sedna sprawy będą obejmowały sprawdzenie czy w gabinecie stomatologicznym dochowane są wszelkie procedury zalecane przez Ministerstwo Zdrowia i towarzystwa naukowe. A z tymi wskazaniami nie jest prosta sprawa. Tworzone od podstaw zalecenia odzwierciedlają wiedzę, która z oczywistych względów podlega stałym korektom.

W tej sytuacji lekarz dentysta, aby samemu czuć się względnie bezpiecznie, żeby czuł się względnie bezpiecznie personel i oczywiście pacjenci – często narzuca sobie standardy uznawane przez część ekspertów za wygórowane. Ocena zasadności działań może się jeszcze nie raz zmienić.

Środki ochronne małą składową kosztów

Standardowy zestaw środków ochrony indywidualnej (ŚOI) w postaci: przyłbic, masek FFP, rękawiczek, fartuchów, maseczek higienicznych, czepków, płynów do dezynfekcji to koszt znaczący. Tak wysoka kwota jest wypadkową m.in. popytu i podaży. Dentyści, nawet ci pracujący dla NFZ, nie mają dostępu do ŚOI dystrybuowanych w systemie, w jakim zaopatrywane są szpitale jednoimienne. Walka o włączenie ich praktyk do łańcucha dostaw pozarynkowych nie przynosi rezultatu. Właściciele gabinetów stomatologicznych muszą zatem o swoje rywalizować z każdym klientem z ulicy.

To tylko część rzeczywistości. Pewnie ważniejsza, a z pewnością kosztowniejsza, dotyczy sprzętu, który literatura fachowa uznaje za celowe do stosowania w walce z patogenami w gabinetach stomatologicznych. Pojawiają się kurtyny dezynfekujące, aprobowane przez Centralny Instytut Ochrony Pracy

PIB generatory UVC, sprzęt odsysający aerozol, lasery, nie mówiąc już o konieczności aranżacji śluz, oddzielających powierzchnie „brudne” od „czystych”. Takie środki ostrożności kosztować mogą grubo ponad 100 tys. zł. Wielu dentystów decyduje się na nie, ale nie ma pewności, czy za kilka miesięcy ustalenia naukowców każą zastąpić najlepsze obecnie rozwiązania czymś znacznie bardziej efektywnym.

Jeśliby rozpisać koszt zakupu takiego bardzo profesjonalnego sprzętu na każdego z pacjentów, chociażby w kwocie 50 zł, to przy obecnym reżimie pracy (jeden pacjent na godzinę), zwrot z inwestycji nastąpiłby po kilkunastu miesiącach. Oczywiście, że takie przedsięwzięcie można finansować z przyszłego zysku, ale gdy z dnia na dzień liczba pacjentów drastycznie spada – kredytodawcy podwyższają wymagania wobec szukających wsparcia przy zakupie.

Tak, kłujące w oczy „wypasione” gabinety z reguły finansowane są z kredytu, który w niepewnych czasach trzeba niezmiennie regularnie spłacać, aby nie popaść w spiralę zadłużenia. To część obciążeń, bo opłacić trzeba czynsz, media, asystę, pracowników recepcji.

Czy takie argumenty mają jakikolwiek sens? Praktycznie żaden. Pacjenci zaraz zapytają w jakim reżimie sanitarnym byli w takim razie dotychczas leczeni i czy widmo zakażeń przed pandemia koronawirusa nie występowało? Skomentują, że przez tyle lat dentyści zarabiali krocie, to w obecnej sytuacji, gdy ludzie tracą pracę, mogliby przestać żerować na krzywdzie ludzkiej. Opiszą sytuacje, w których jedynym urządzeniem do kontaminacji w gabinecie stomatologicznym jest szmata na szczotce, a dentysta w tej samej siermiężnej maseczce przyjmuje bez przerwy pacjenta za pacjentem.

Do wielogłosu dołączają się animatorzy opieki zdrowotnej, którzy twierdzą, że skoro dentystom, leczącym na NFZ, nie bilansują się koszty z wpływami, to widocznie nie nadają się do biznesu. Poza tym nie ma obowiązku podpisywania kontraktu z NFZ.

Linia obrony

Samorząd lekarzy i lekarzy dentystów przystąpił do gromadzenia danych dotyczących sytuacji medyków w okresie pandemii COVID-19. Medycy mogą zgłaszać przejawy hejtu, ataków, nieprawidłowości, które zaobserwowali w trakcie epidemii koronawirusa.

OZZL postuluje, aby minister sprawiedliwość stworzył specjalną komórkę, zajmującą się zwalczaniem z urzędu hejtu i agresji skierowanej wobec pracowników ochrony zdrowia.

Prof. Marzena Dominiak, prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego apeluje: – Nie hejtujcie dentystów, bo to niesprawiedliwe. Nikt nie refunduje dentystom zakupu środków, które pacjentom pozwalają czuć się bezpiecznie na fotelu dentystycznym. My również wielokrotnie jesteśmy zaskakiwani wysokimi cenami, a większość naszych środków ochrony indywidualnej jest jednorazowego użytku.

PTS poprosiło Ministerstwo Zdrowia o zgodę na import bezpośredni śoi w celu zaopatrzenia lekarzy oferując rozsądne ceny. Na prośbie prezydent PTS się skończyło.

Walka z niesprawiedliwym osądem to walka z wiatrakami. Pacjenci i tak lepiej wiedzą, jak jest, bo przecież cała ta pandemia to wymysł żądnych zysków firm medycznych, które zarobią miliardy dolarów na: szczepionkach, lekach, strachu społeczeństw przed wydumanymi chorobami i śmiercią. Znikąd ratunku.

źródło: rynekzdrowia.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *