Szpitalu, nie spełniasz wymagań jakościowych, zapomnij o pieniądzach z NFZ. Tak będzie?

wpis w: Zdrowie | 0

Jeżeli szpital nie spełni kryteriów certyfikacyjnych, nie powinien liczyć na finansowanie z NFZ – mówi Rynkowi Zdrowia Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Od dawna mówimy, że ustawa o jakości w ochronie zdrowia powinna znaleźć się w naszym porządku prawnym – przypomina Bartłomiej Chmielowiec
Wskazuje, że wprawdzie mamy akredytację realizowaną w placówkach medycznych przez Centrum Monitorowania Jakości, ale nie jest ona obowiązkowa
W jednym ze szpitali, tzw. strefę czysta od brudnej oddzielono jedynie folią malarską przymocowaną cegłami. Tego chyba nie trzeba komentować – stwierdza Rzecznik Praw Pacjenta
Jego zdaniem każdy szpital powinien obowiązkowo prowadzić rejestr i analizę zdarzeń niepożądanych

Wojciech Kuta: – Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że jeszcze w czerwcu przedstawi rządowi projekt ustawy o jakości i bezpieczeństwie w ochronie zdrowia. Jakie są Pana oczekiwania wobec tej regulacji?

Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta: – Największą bolączką naszego sytemu ochrony zdrowia są problemy z dostępnością do wielu świadczeń. Jednak drugim – najważniejszym wyzwaniem – także z perspektywy Rzecznika Praw Pacjenta – jest kwestia jakości i bezpieczeństwa w placówkach, a szczególnie w szpitalach. Pamiętajmy, że w czasie hospitalizacji szpital staje się niejako naszym drugim domem, w którym jemy, śpimy oraz, oczywiście, jesteśmy leczeni.

Jakość i bezpieczeństwo procesu diagnostyczno-terapeutycznego są związane ze wszystkimi prawami pacjenta, takimi jak m.in. prawo do świadczeń zdrowotnych udzielanych zgodnie z aktualną wiedzą medyczną czy prawo do informacji i wyrażania przez pacjenta zgody np. na wykonanie określonego zabiegu.

Od dawna mówimy o tym, że ustawa o jakości i bezpieczeństwie w ochronie zdrowia powinna znaleźć się w naszym porządku prawnym. Oczekuję od takiej regulacji, że będzie zawierała kilka bardzo ważnych elementów. Po pierwsze powinna wskazywać zasady sprawdzania wszystkich szpitali pod względem spełniania kryteriów jakościowych. Ten aspekt kontrolny jest niesłychanie istotny.

Oczywiście mamy akredytację realizowaną w placówkach przez Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, jednak nie jest ona obowiązkowa i obejmuje tylko część jednostek. Poza tym, po wydaniu tej akredytacji nie następuje jej permanentne ewaluowanie oraz weryfikacja sposobu wdrażania wymogów akredytacyjnych.
Chodzi więc o stworzenie i konsekwentne wprowadzenie systemu, w którym placówki medyczne, przede wszystkim szpitale, obowiązkowo zostałyby objęte procesem akredytacyjnym. Otrzymanie certyfikatu wymagałoby bezwzględnego spełnienia szczegółowych kryteriów.

WK: – Czy te kryteria powinny dotyczyć przede wszystkim kwestii medycznych czy także organizacyjno-zarządczych?

BC: – Nie jest tajemnicą – co brutalnie zweryfikowała pandemia COVID-19 – że są placówki, w których sposób zarządzania, organizacja pracy, wyposażenie, pozostawiają naprawdę wiele do życzenia. Niestety, potwierdzają to sygnały, które docierały i nadal trafiają do Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Przykład: już po roku trwania pandemii, w jednym ze szpitali, tzw. strefa czysta od strefy brudnej została oddzielona jedynie folią malarską przymocowaną cegłami. Tego chyba nie trzeba komentować.

Dlatego tak ważna jest obligatoryjność wdrażania, a następnie regularnego sprawdzania wskaźników certyfikacyjnych we wszystkich szpitalach.

WK: – W czym powinna wyrażać się obligatoryjność systemu certyfikacji szpitali?

BC: – Z jednej strony należy wyraźnie wyznaczyć granicę – jeżeli szpital nie spełni w określonym czasie jasno sprecyzowanych kryteriów certyfikacyjnych, nie będzie mógł liczyć na finansowanie ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia. Z drugiej strony placówki spełniające najwyższe wymogi jakościowe mogłyby liczyć na pewne gratyfikacje. Kluczowe jest to, by wspomniane kryteria certyfikacyjne nie widniały jedynie na papierze, tylko były rzeczywiście wdrażane i przestrzegane.
Odpowiadając na wcześniejsze pytanie – zgodnie z zapowiedziami Pana Ministra Adama Niedzielskiego, oczekiwałbym także, by jakość w ochronie zdrowia nie sprowadzała się tylko do kwestii klinicznych – w tym wskaźników powikłań, zakażeń wewnątrzszpitalnych, reoperacji czy rehospitalizacji.

Jakość zaczyna się już od samego przyjęcia czy rejestracji w placówce. Mamy sygnały – i określę to w eufemistyczny sposób – że już na tym początkowym etapie pacjenci nierzadko traktowani są niezbyt empatycznie. Odpowiednie informowanie pacjenta, prowadzenie go przez system, wyjaśnianie wątpliwości dotyczących procesów terapeutycznych to elementy tak samo istotne jak sam proces leczenia.

WK: – Ustawa o jakości i bezpieczeństwie w ochronie zdrowia ma również wprowadzać system rejestrowania i monitorowania zdarzeń niepożądanych. Jego wdrożenie także powinno być obowiązkowe dla szpitali?
BC: – Wierzę, że taki system wreszcie powstanie. O tym, że wiele w tym zakresie można już teraz zmienić, także przez oddolne działania, świadczy aktywność Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, który samodzielnie wprowadził rejestr zdarzeń niepożądanych – mimo że nadal nie ma zwolnienia z odpowiedzialności karnej dla personelu zgłaszającego takie zdarzenia.
Przypomnę, że także przed pandemią mieliśmy wiele przypadków dotyczących działania szpitalnych oddziałów ratunkowych, np. w woj. śląskim, gdzie zawiodła koordynacja i brak właściwego obiegu informacji o wolnych miejscach w szpitalu.

WK: – Obowiązkowe rejestrowanie i monitorowanie zdarzeń niepożądanych stanie się ważnym krokiem w kierunku budowania w Polsce modelu no-fault?

BC: – Model no-fault rozumiem szeroko, ponieważ nie wiążę go jedynie z samą wypłatą odszkodowań. Dla mnie ten model składa się między innymi ze zgłaszania zdarzeń niepożądanych przez personel medyczny – również w formie zanonimizowanej, w taki sposób, aby pracownicy nie obawiali się odpowiedzialności karnej. Oczywiście jest kwestią dyskusyjną, czy w każdej sytuacji personel powinien być zwolniony z odpowiedzialności, bo nie może być tak, że np. umyślne czy działanie czy też rażące niedbalstwo będzie „podciągane” pod ten system.

W kontekście budowania systemu no-fault kolejną kwestią, którą należy uregulować, jest nowy, zdecydowanie bardziej przyjazny pacjentowi model wypłaty zadośćuczynienia. To bardzo ważne, gdyż zdarzenia niepożądane były, są i będą.

Jednak obecnie funkcjonujący w Polsce system oparty na wojewódzkich komisjach ds. orzekania o zdarzeniach medycznych – który w założeniach miał stać się zalążkiem systemu no-fault – z wielu powodów zupełnie się nie sprawdził. Jest długotrwały, nieefektywny, a na końcu pacjenci i tak muszą dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilnej lub karnej. To jest złe rozwiązanie, generujące po stronie osób poszkodowanych duże koszty, trudy i ryzyka. Choć do sądu idą tylko najbardziej zdeterminowani pacjenci, to i tak w większości spraw zapadają niekorzystne dla nich rozstrzygnięcia.

Nikt na świecie nie wymyślił dotąd lepszego, bardziej cywilizowanego sposobu złagodzenia, zrekompensowania krzywdy pacjenta, jak wypłacenie zadośćuczynienia, które ma pomóc pacjentowi w dostosowaniu się do nowych warunków funkcjonowania.

Rzecznik Praw Pacjenta prowadzi obecnie blisko 80 postępowań cywilnych w sprawach o wypłacenie zadośćuczynienia pacjentom. Mamy ogromne doświadczenie. Jesteśmy instytucją przygotowaną – zarówno pod kątem posiadanych kadr, jak i realizowanych procedur – do tego, by w ramach modelu no-fault zająć się współtworzeniem nowego system rekompensowania szkód związanych ze zdarzeniami niepożądanymi w placówkach medycznych.
źródło: rynek zdrowia.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *